Saturday, December 1, 2012

#5: Samotność.

A/N: Aloha! :D Nareszcie dodaję rozdział, czuję się jakby nie było nic nowego od miesięcy! :o Ale oczywiście to tylko dwa tygodnie :D Tym razem rozdział jest nieco krótszy, jako iż nie chcę Wam wszystkiego zdradzić od razu. Chciałabym Wam podziękować za statystyki - które wciąż rosną! :) Zostało ok. 10 rozdziałów do końca opowiadania, mam nadzieję że spędzimy te ostatnie chwile w wesołym i przyjemnym gronie - pozytywne komentarze, of kors :D Jeszcze raz dziękuję i bez dłuższego przeciągania - zapraszam do czytania rozdziału piątego! :)

_-_

Siedziałem samotnie w Starbucks, popijając kakao, które tak cholernie przypominało mi o Liam’ie... Ale nie smakowało już tak samo. Bez niego już nic nigdy nie będzie takie jak dawniej.
Kiedy do kawiarni wszedł Harry, kompletnie nie wiedziałem jak się zachować. Machnąłem do niego ręką, aby pokazać gdzie siedzę. Zbliżał się do mnie, a z każdym jego krokiem byłem coraz bardziej przerażony.
Kiedy był już przy stoliku, wskazałem siedzenie naprzeciwko mnie, a ten usiadł.
-Powiedz mi co się stało... – spojrzał mi w oczy. Odwróciłem wzrok i zacząłem...

~*~

-Harry, poczekaj! – biegłem za Loczkiem, próbując go zatrzymać. Na próżno. Zrezygnowany postanowiłem wrócić do domu. Na moje nieszczęście zaczął padać deszcz. Przeklnąłem pod nosem i ruszyłem w stronę apartamentu...

Na miejscu byłem bardzo zdziwiony, kiedy okazało się, że drzwi są otwarte. Jednak zbytnio się tym nie przejąłem. „Pewnie zapomniałem zakluczyć”, pomyślałem. Pchnąłem drzwi i wszedłem do środka. Odłożyłem klucze na stolik przy wejściu, po czym ściągnąłem buty i odwiesiłem przemoczoną kurtkę na miejsce. Kiedy wszedłem do kuchni, zauważyłem czyjąś bluzę leżącą na ladzie. Bluza Hazzy...

Wszedłem w głąb mieszkania, prosto do salonu, gdzie zobaczyłem siedzącego na kanapie Harry’ego, z twarzą w dłoniach.
-Przepraszam, drzwi były otwarte, więc postanowiłem że na Ciebie poczekam... – odpowiedział. Uśmiechnąłem się lekko i usiadłem na przeciwko niego, w dużym, białym fotelu. –Trochę nieposprzątane w tym salonie... – zaśmiał się, spoglądając na rozbitą szafkę.
-Nie miałem czasu tego sprzątać.. – starałam się usprawiedliwić.
-Opowiedz mi wszystko dokładnie.. Tym razem obiecuję nie uciec.
Więc ponownie zacząłem opowiadać, tę samą historię.
-Początek tej historii już znasz, jednak tak czy siak opowiem ją jeszcze raz. Tydzień temu pojechaliśmy razem do Paryża, no wiesz: takie wakacje. Wynajęliśmy pokój w hotelu i przez kilka dni zwiedzaliśmy różne zakątki tego miasta. Muszę przyznać, że było cudownie! Jednak kiedy cztery dni temu wróciliśmy do domu, wszystko zaczęło się pieprzyć. Liam nie chciał ze mną rozmawiać i zamykał się w swoim pokoju. Sądziłem, że może jest zajęty pisaniem nowej piosenki, lub coś takiego, ale on... On mnie zdradzał. Zdradzał mnie, kiedy ja siedziałem zaledwie kilka metrów od jego sypialni. Poznał kogoś na jakimś czacie, prawdopodobnie jeszcze kiedy byliśmy we Francji. Nie mam nic przeciwko jego przyjaźniom, jednak dla pewności sprawdziłem jego telefon... Wiem, że nie powinienem, ale musiałem. Musiałem się dowiedzieć z kim mnie zdradza. I wiesz co najbardziej boli, Haz? Że zdradzał mnie z dziewczyną. A byłem w 100% pewny, że jest homo. Nawet sam mnie o tym zapewniał. Nawet się kochaliśmy, a on... Wykorzystał mnie. W SMSach pisał mniej-więcej o swoim życiu. Powiedział, że nigdy się nie całował – co było straszną bujdą, bo tajemnicą nie jest, że całowaliśmy się prawie codziennie. Mówił nawet, że jest prawiczkiem... Bullshit. Mogę zapewnić, że nie jest... Ale nie o tym... Pisał także, że miał dziewczynę o imieniu Nicole. Niall – Nicole, praktycznie to samo, prawda? Bo po co mówić, że miał chłopaka? Jeszcze sobie nie-wiadomo-co o nim pomyślą! To zabolało, nawet bardzo. Ale dobrze, nie jesteś tu po to, aby słuchać moich żalów... Pytanie brzmi: Jak umarł? – wysmarkałem nos, po czym przetarłem twarz która była cała mokra od gorzkich i słonych łez. –Wczoraj znalazłem go zalanego krwią w łazience. Leżał w wannie, woda była jeszcze ciepła. Miał na nadgarstkach mnóstwo cięć, był cały we krwi. Sprawdziłem puls... Już nie żył. Na toalecie znalazłem krótki liścik... – wyciągnąłem pomiętoloną kartkę z kieszeni i wręczyłem ją Hazzie.

„Hej, Niall. Jeśli to czytasz, to znaczy że wróciłeś ze sklepu. Zakupy pewnie zajęły Ci wieczność, więc mam pewność że już mnie nie powstrzymasz. Przepraszam Cię... Musiałem. Ale to nie dlatego, że Cię już nie kocham. Kocham Cię, Niall. Ale jak brata... Od kiedy rozstałem się z Hazzą, uświadomiłem sobie, że tak na prawdę nie lubię chłopców. Między mną a Loczkiem nie było żadnej ‘chemii’, po prostu byliśmy razem. Wtedy pojawiłeś się Ty; spodobałeś mi się i to bardzo, ale... Ale wtedy poznałem Jessicę. Spotkałem się z nią jeszcze podczas naszego pobytu na urlopie, w Paryżu. Ja... Chciałem zobaczyć jak to jest całować się z dziewczyną. Może to głupie, ale spytałem, czy mogę na Niej ‘spróbować’, tłumacząc, że nigdy się nie całowałem. Zgodziła się. Najgorsze jest to, że... Spodobało mi się... Sytuacja wymknęła się z pod kontroli, a zanim się obejrzałem, wylądowaliśmy razem w łóżku. Jednak do niczego nie doszło. Wróciłem do hotelu, bo wiedziałem, że nie mogę Cię zranić. Potem jednak ona zaczęła do mnie pisać, kilka razy nawet rozmawiałem z nią na Skype, kiedy Ciebie nie było. Niall, przepraszam... Zakochałem się w Niej. To znaczy chyba. Nie wiem. Nigdy nie kochałem dziewczyny, zawsze czułem do Nich obrzydzenie... To znaczy, nie ogólnie, ale po prostu miałem wrażenie, że chłopcy są moim ‘wyborem’. I z takim przekonaniem żyłem aż do poznania Bennett... Jessica Bennett, śliczne imię prawda? Ugh, co ja piszę.. Niall, przepraszam, wiem, że Cię ranię... Jestem dupkiem. Skończonym idiotą, egoistyczną szują która myśli tylko i wyłącznie o sobie. Nie obchodzą mnie uczucia innych, kurwa... To chyba będzie na tyle. Nie wiem co jeszcze mam napisać, bo w sumie wszystko wytłumaczyłem. Kocham Cię, Niall. Ale tylko i wyłącznie jak brata. Przepraszam za dawanie Ci nadziei.... Tak bardzo przepraszam... 
Twój Liam.”

-I to cała filozofia... – ponownie wysmarkałem nos. –Harry... – podniosłem wzrok i spojrzałem głęboko w te błyszczące, zielone kocie oczy. –Proszę... Możesz ze mną zamieszkać? Wiem, że się ledwo znamy, ale nie wytrzymam tutaj sam... Gdziekolwiek spojrzę, widzę jego i przypominam sobie Nasze wspólne chwile razem... Nie zostawiaj mnie, Haz... Przynajmniej Ty ze mną zostań... – błagałem Loczka. Nie wytrzymałbym psychicznie w tym domu. Wszystko przypominało mi Liam’a.

Chłopak wyprostował się, po czym przełykając ślinę rzekł: -Nie mogę... Muszę zostać z mamą i siostrą, dopiero niedawno wyszedłem ze szpitala. Nie mogę ich teraz zostawić, będą się o mnie martwić.
Wziąłem głęboki wdech i starając się powstrzymać łzy, wydusiłem: -Wyjdź.

Loczek chciał coś powiedzieć, jednak odwróciłem wzrok oznajmiając, że nie mam zamiaru go już dłużej słuchać. Zrobił tak jak kazałem, cicho zamykając drzwi wejściowe.

Teraz zostałem sam. Zupełnie sam.